Dziennik Malwiny

Zdrada

zdrada. Co czuje kiedy zdradzam ? co czuje kiedy jestem zdradzony ? co oznacza słowo zdrada ? nie wiem. A powinienem ? no wiec tak: Pamiętam najlepiej co czułem kiedy pierwszy raz zdradziła mnie kobieta i to kobieta, którą bardzo kochałem. Miałem wtedy jakieś 18 lat.....Nie umiała kłamać, a może po prostu nie chciała? Zresztą nie istotne. Najpierw poczułem, że coś mnie ściska od środka, ale nie potrafiłem się rozpłakać ani zezłościć, stałem tak i patrzyłem na nią, a jej usta poruszały się. Nie słyszałem słów, widziałem za to dokładnie jej mimikę twarzy....stałem....tak na prawdę nie wiedziałem co mam robić, nie myślałem o niczym. stałem i tyle. Wielu ludziom, zwłaszcza po oglądnięciu filmu wydaje się, że zdrada bardzo boli, że człowiek płacze, histeryzuje, to tak wygląda w filmach. Każdy pewnie przeżywa to inaczej. ja w pierwszym momencie nie czułem niczego......wyszedłem do domu...i gdy szedłem pustą ulica w ciemności, a raczej słabym świetle latarni zacząłem się nad tym zastanawiać - wyobrażać sobie jak to mogło wyglądać, co i jak robili, czy jęczała ? jakie były jej oczy ? czy dala mu swoją dusze ? całowała go ? setki dziwnych i głupich myśli.....i wtedy boli bardzo. Pamiętam, że kucnąłem i zacząłem płakać, nie obchodzili mnie ludzie dookoła, nie obchodziło mnie co czują i co myślą, płakałem bo było mi źle. Jakiś facet bowiem dostał to co należało tylko do mnie, to co moja kobieta miała najcenniejszego, nawet nie chodziło o jej piękne ciało, ale reakcje, duszę. O to jak zachowywała się w łóżku, o to że ten facet leżąc na niej był jej panem i mógł zrobić z nią wszystko co chciał, o to co sobie myślał o mnie, ze jestem frajerem, który nie panuje nad swoja kobieta.....

Przerażała mnie wyobrażenie tego jak się kochali. Utworzyłem w mojej głowie taki obraz, którego później nie potrafiłem się pozbyć. Tak to bolało, burzyło moje ideały o doskonalej miłości, o tym, że jest mi wierna i że mogę zaśmiać się każdemu facetowi w twarz mówiąc - słuchaj próbuj - i tak jej nie dostaniesz....o tym, że tylko ja znam jej mętne spojrzenie podczas orgazmu, o tym, że tylko ja wiem jak jęczy .....to wszystko bezpowrotnie strąciłem wtedy. Sam ból to nic szczególnego - ściska w dołku - robi się sucho bądź słono w gardle. Trzęsą się ręce, człowiek jest rozdrażniony.. nie to jest najgorsze....jest cos gorszego. Wyobrażenia, myśli, poczucie zobojętnienia, utraty miłości - tego idealnego uczucia. To chyba jest w zdradzie najgorsze.

Teraz może jak czułem się gdy to ja zdradzałem..... nadal uważam, że zdradzić można tylko wtedy gdy się nie kocha, dlatego to zrobiłem, robię ? nie to pomaga, ale prawdziwy powód jest daleko indziej... jest przyziemny. Chęć poznania i panowania nad inna kobieta, poznania jej głosu gdy jęczy, spojrzenia w jej oczy gdy odlatuje, sprawienia jej rozkoszy, sobie zresztą też.... Co czułem ? czy miąłem jakieś opory ? nie nie miąłem żadnych.... Jeśli zdradza się z kimś kogo się kocha...to w ogóle nie myśli się o osobie zdradzanej - tak jakby nie istniała, nie było jej, a gdy zdradza się tylko z potrzeby fizycznej ?.. Czułem cos w rodzaju niesmaku, wyrzutów sumienia po fakcie. Zdałem sobie sprawę, że przecież ten ktoś może czuć to co ja czułem kiedyś. Miałem pretensje do siebie o to, że zrobiłem coś takiego, tym bardziej, że przypadkowy seks - jednorazowy nie daje wcale satysfakcji. Nie znałem jej ciała, nie wiedziałem co mam robić by było jej dobrze, a Ona nie chciała mówić....zabawa na wyczucie. Bardziej frustruje niż sprawia radość tym bardziej jeśli nazajutrz trzeba spojrzeć w lustro.... To uczucie - nie bólu, ale raczej rozczarowania i niechęci do siebie. Jednak szybko mija i gdy znów zbierają się hormony we krwi ucieka gdzieś na bok.

Wiem, że wielu z was powie ze to co napisałem jest płytkie, niedopracowane...i w ogóle. Ale to nie jest książka, nie pisze tego dla pieniędzy, czy dlatego, żeby wzbudzić podziw. Sam nie wiem - pisze by się wytłumaczyć ? Nie uważam by zdrada była czymś złym jeśli idzie się do łóżka z kimś, kogo się bardzo kocha i z kim wiąże się plany na przyszłość - takie zachowanie to jedynie tchórzostwo w stosunku do stałego partnera. Złem jest zdrada dla sportu, jest egoistyczna i małostkowa. Tego się wstydzę i tego żałuje, ale cóż z tego kiedy znów czuje we krwi zew ? Nie jestem, aż tak silny by oprzeć się temu uczuciu, zwłaszcza kiedy wszystko przychodzi łatwo.... Wiem, że to wszystko można opisać ładniej - tak by wzbudzić współczucie, spowodować, że zamiast potępienia w ludziach czytających to zapanuje smutek, tylko po co? chciałbym by te słowa przedstawiały stan faktyczny. Zresztą nie da się opisać tego co czuje osoba, która dowiaduje się, iż została zdradzona. Łatwiej to przyjąć gdy samemu się zdradza, ale mimo to zawsze jest to przykre uczucie, którego nigdy się nie zapomina. Gdy zaś samemu się zdradza...wszystko jest łatwiejsze i łatwiej poradzić sobie nawet z wyrzutami sumienia. Choć to co pisze to może właśnie moje wyrzuty sumienia?

 

Lesio

Przeczytałem oto opis zdrady z punktu widzenia zdradzonego i zdradzającego i... Masz rację, Leszku. Można to było ująć w inne słowa, wzbudzając współczucie obok niesmaku. Takie bowiem odczucie towarzyszyło mi podczas czytania - wybacz, ale brakło mi w Twoim tekście nieuchwytnego, metafizycznego kontaktu, który zrywa się w takich momentach, a który Ty raczyłeś pominąć. A przecież właśnie owo nienazwane połączenie (rzec by się chciało - wirtualne, lecz to chyba zbyt techniczne określenie) istnieje w prawdziwym związku dwojga ludzi i ono stanowi jego istotę. Zerwanie tej więzi to jak odcięcie pępowiny - nie da się posklejać, nie można też udawać, że nic nie zaszło, bowiem, prędzej czy później, urwany koniec tej nici smagnie nas boleśnie w twarz i to w najmniej oczekiwanej chwili. Pozwalam sobie na takie bardzo realne porównania, a to z tej przyczyny, iż trudno jest wyrazić głębię odczuć samymi słowy, tak, jak nie można trzech wymiarów ukazać na płaskiej karetce - chyba, że wymyślimy coś w rodzaju werbalnego hologramu. Odbiegłem jednak od meritum. Kolejną, jak sądzę, niemniej istotną kwestią jest sama definicja zdrady. Tu rodzić się bowiem może cały szereg kontrowersji, albowiem dla jednych zdradą jest już zalotne spojrzenie ukochanej osoby w stronę kogoś trzeciego, inni uznają za zdradę pocałunek- i tak dalej. Powszechnie uznaje się akt seksualny jako jednoznaczny ze zdradą partnera.

Kolejną, jak sądzę, niemniej istotną kwestią jest sama definicja zdrady. Tu rodzić się bow A jednak bywają osoby żyjące w myśl czeskiej zasady: "kamerad - taky rad" (nie jestem pewien pisowni), co tłumaczyć można: "niech i przyjaciel będzie zadowolony", poświęcające na ołtarzu dziwnie pojętej przyjaźni seksualną wyłączność na swego partnera. To rzecz jasna skrajność, ale wypadki takie mają miejsce. Tak więc zdrady jednoznacznie zdefiniować niepodobna, tak, jak nie można określić miłości czy przyjaźni. Jeszcze jedno: czy można mówić o zdradzie jeśli nie ma miłości, a tylko partnerski związek? (Mówię tu o subiektywnych odczuciach.)

Bartek
2008-03-07 23:39

Sierotka jest o rok starsza od Becików. Poznałem ją w jakieś trzy miesiące po rozstaniu z Becikami , poznałem osobiście , bo wcześniej widywałem ją dość często tam gdzie pracuję. Podobała mi się od samego początku , miała coś takiego w swoim spojrzeniu co elektryzowało mnie jakbym włożył palce do gniazdka. W końcu doszedłem do wniosku że muszę spróbować ją poznać bo inaczej nie nazywam się . . . ops mało brakowało abym się wygadał.

Sierotka - ksywka wzięła się z tego że ona często się obijała o meble albo potykała na prostej drodze , po prostu sierota. Nieważne , na pierwszym spotkaniu dowiedziałem się że Sierotka ma faceta , w tej sytuacji wiedziałem że należy się wycofać z klasą , przewidywałem jeszcze jedno spotkanie a potem zdawkowe ". . . zdzwonimy się . . . " i po sprawie.

Niestety po sprawie nie było gdyż , nie wiem jak to wyszło ale po tym drugim spotkaniu , na pożegnanie , pocałowaliśmy się , bardzo delikatnie , ale i tak nagle poczułem jak rozchodzi się po całym moim ciele jedna za drugą fala ogromnego ciepła , wiem że zabrzmi to śmiesznie ale cały świat zawirował wokół mnie . . .

I wtedy właśnie zrozumiałem że wreszcie poznałem kogoś kogo potrafiłem pokochać nieomal od pierwszego spojrzenia , cała reszta jak to że ma faceta , przestała mieć znaczenie. I w ten sposób zaczęła się jej ponad dwu miesięczna wewnętrzna walka o to z którym facetem zostać. Przez cały ten czas proponowałem jej że pomimo tego co do niej czuję , skoro nie potrafi podjąć decyzji to ja się usunę z jej życia. Nie skorzystała z tego. W końcu jednak zdecydowała się zostać ze mną. Pomyślałem sobie . . . skoro została ze mną musiała coś do mnie czuć , nie rozwala się cztero letniego związku od tak sobie . . .

I w tym przekonaniu żyłem przez kolejne sześć miesięcy starając się żeby pokochała mnie chociaż w drobnym stopniu tak jak ja ją pokochałem . . . A potem tuż przed wakacjami ( tak jak poprzednio ) przeżyłem tydzień którego nawet nawiększemu wrogowi nie życzę . . . Uwierzcie mi ale tego przez co wtedy musiałem przejść i jak się wtedy czułem nie da się opisać żadnymi słowami , efekt końcowy był taki że Sierotka wróciła do swojego byłego faceta i cały czar prysł jak bańka mydlana. Nadzieja na odwzajemnione uczucie uleciała z wiatrem a razem z nią radość mojego życia . To było prawie pięć miesięcy temu . . .

Zapewne niektórych ciekawi co czuję teraz po tych paru miesiącach . . . dopóki nie widziałem Sierotki ( czego oczy nie widzą tego sercu nie żal ) wydawało mi się że wszystko jest w miarę OK ale kiedy ostatnio spotkaliśmy się w tym samym miejscu w którym pół roku temu przesyłaliśmy sobie ukradkowe całusy , wszystko odżyło na nowo . . . Pomimo tego co mi zrobiła a zrobiła mi rzecz okrutną , która nadal czasami nie daje mi zasnąć , . . . ciągle ją kocham . . . jest to dziwne uczucie którego nie rozumiem . . . jest w nim i miłość i tęsknota i rozgoryczenie i żal. Są chwile , kiedy w jednej sekundzie dochodzę do wniosku że nie chcę jej widzieć na oczy a za moment czuję że chciałbym usłyszeć jej głos , chwytam za telefon . . . przypominam sobie . . . coś . . . i nie pozostaje mi nic innego jak odłożyć słuchawkę na swoje miejsce. Ale wiem też że była pierwszą kobietą którą pokochałem od pierwszego spojrzenia , miłością prawdziwą i spontaniczą . . . szkoda jedynie że nie potrafiła jej odwzajemnić a przynajmniej uszanować . . . . . . . .Wiem też że drugi raz coś takiego się mi już nie zdarzy.

Nigdy nie zapomnę naszych pierwszych spacerów , podczas których cały drżałem od naszych pocałunków a fale ciepła i zimna przepływały na zmianę przez całe moje ciało. Nie zapomnę też tych wszystkich jej drobnych ale jakże cudownych gestów , kóre wydawały się świadczyć że jej na mnie zależy. Cóż , okazało się że nigdy nie byłem bardziej w błędzie. Szoda tylko że ich urok został zupełnie przesłonięty przez smutną rzeczywistość.

Wnioski : To prawda , pare razy bralem czynny udzial w doprawianiu rogow roznym facetom ...... czemu zapytasz .... bo one same tego chcialy .... Nigdy nie uwodzilem zadnej kobiety ktora miala partnera po to zeby z nia spedzic pare dni , uwierz mi ale najczesciej inicjatywa wychodzila wlasnie od nich-kobiet.

Po tych smutnych doswiadczeniach doszedlem do wniosku ze w kazdym zwiazku trzeba sie starac i zabiegac o kobiete do ostatnich dni .....

Jezeli tylko na moment wkradnie sie w zwiazek monotonia , nuda , rutyna wystarczy ktos kto hmm potrafi oczarowac i wiekszosc kobiet ktore wlasnie odczuwaja narastajace znudzenie , rozczarowanie co do swojego obecnego zwiazku , ulegnie takiemu czlowiekowi. Jedne zrobia to w sposob uczciwy .... inne ( tak jak moja sierotka ) nie. Co to znaczy sposob uczciwy ....

Naturalna rzecza jest ze zwiazki powstaja , trwaja , rozpadaja sie ale baaaaaardzo wazna jest forma w jakiej te zwiazki sie konczy.

Jezeli kobieta jest z jakims partnerem przez powiedzmy cztery lata , to wydaje mi sie ze nawet jesli zakochala sie od pierwszego wyjrzenia w kims innym i nie moze o nim zapomniec .... to jest ona winna swojemu partnerowi na tyle uczciwosci zeby najpierw rozwiazac sprawe z nim a dopiero potem pozwolic sobie na hmmm rozwoj nowej znajomosci. Jesli nie stac jej na to .... to nie jest to kobieta godna jakiegokolwiek zaufania.

Tak wlasnie postapila moja ostatnia partnerka .... tak wiem ... sam bralem udzial w jej zdradzie ... ale w swej naiwnosci skladalem to karb tego ze sie zakochala we mnie , tak jak ja w niej , tak mi sie przynajmniej wydawalo.

Chodzilo mi po glowie stwierdzenie ze skoro zrobila to raz to potem juz nic jej nie powstrzyma przed kolejnymi zdradami. :(

Ale ja bylem zakochany i moglem sobie pozwolic na stwierdzenie ze ona rowniez cos takiego czula.

I po pol roku przyszlo .... rozczarowanie ..... zrobila to ponownie tym razem mnie i to do tego w sposob ze do dzisiejszego dnia budzi to we mnie straszliwy bol , choc minelo juz prawie poltora roku

Nie moge jej wybaczyc tego bo uwazam ze za to jak ja kochalem byla mi winna przynajmniej na tyle uczciwosci zeby to inaczej rozegrac.

Co wtedy czulem ....

straszliwy bol dobywajacy sie gdzies z moich trzewi , ogarniajacy kazda komorke mojego ciala , zal i rozgoryczenie ktore zalewaly mnie jak fala podczas sztormu .... uczucie ze stracilem cos czego mi sie juz nie uda odzyskac w zaden sposob , czulem jak umiera we mnie cos co nadawalo sens mojemu zyciu , czulem ze JA umieram ......

Z kazdym nastepnym dniem czulem jak powstaje wokol mnie ogromy mur , ktorego nie uda mi sie przeskoczyc a ktory oddziela mnie od reszty ludzi.

To co zrobila mi ta kobieta i forma jej zdrady jest a raczej byla rzecza ktorej nie zycze nawet swojemu najwiekszemu wrogowi ...

NIKT ALE TO NIKT NIE ZASLUGUJE NA TAKIE POTRAKTOWANIE , UWIERZ MI .........

Wydaje mi sie ze w duzej mierze zdradzie partnerki sa winni partnerzy ktorzy w pewnym momencie zaczynaja je zaniedbywac i nie zauwazaja alarmujacych znakow ze nalezaloby sie zreflektowac.

Dlatego ja zawsze mowie "....Uwazajcie panowie bo ktos wam doprawi rogi , starajcie sie tak kazdego dnia zwiazku jakby to bylo wasze pierwsze spotkanie....." Ale czasami nawet to nie pomaga.......

Ja po kazdym takim przypadku podchodze do zwiazkow w sposob coraz bardziej cyniczny ... umarl we mnie romantyk ktorym kiedys bylem i nie wynika to z wieku ( 29 lat ) ale raczej smutnych doswiadczen :(((( no bo ile razy mozna wkladac raczke do rozgrzanego piekarnika :))))

Nie wierze juz prawie wogle w prawdziwa milosc .... uwierzylem kiedy poznalem swoja ostatnia dziewczyne ale kiedy czar prysl , moja wiara w milosc uleciala gdzies daleko i nie wiem czy kiedykolwiek ja odnajde .....

PeterPan
2008-04-16 09:43

Nie napisałem o metafizyczności, zerwaniu jakiejś więzi bo ja całkiem po prostu nie czuje tego o czym ty piszesz, dla mnie zdrada, poczucie się zdradzonym oznacza ból a nie utratę więzi z partnerka. A sam zdradzam dopiero gdy przestaje kochać tak wiec nie może być już mowy o jakimś metafizycznym kontakcie.

PETER....przeczytałem twój text. Zrobił na mnie wrażenie pewnie dlatego ze dokładnie wiem co czujesz czy tez co czułeś...czytając to momentami jakbym słyszał siebie, uczestniczył w tym wszystkim...i poniekąd tak właśnie było. Nie wiem tylko dlaczego obarczasz wina ta kobietę. Popatrz wstecz i zastanów się w jakiej sytuacji ona była. Z jednej strony cztery lata z kimś kogo kochała, czyli przyzwyczajenie, wspólne plany, odpowiedzialność może także szczątkowe uczucia...z drugiej strony silna chemia - czyli zauroczenie Tobą. Po przeczytaniu tego co napisałeś ja widzę to tak: Przespała się z Tobą, zakochaliście się choć dla mnie to jest zauroczenie, byliście ze sobą a potem ona zdecydowała się zostać dla Ciebie, po paru miesiącach się jej znudziłeś, czar hormonów prysł i odeszła nie bardzo licząc się z Tobą samym. tymczasem może istnieje jeszcze inna wersja, bliższa mi i chyba właściwsza, jeśli tak bardzo ja kochałeś? Może było to tak:

poznaliście się, zauroczyliście sobą, był seks. Dla Ciebie kraina czarów dla niej możliwość wyrwania się z monotonii. zakochała się, kobiety prawie nigdy nie zakochują się tak od razu (tak mi się wydaje). Stanęła miedzy młotem a kowadłem - każdy kto był w takiej sytuacji wie o czym mowie. I wcale nie najgorsza rzeczą jest wybór. najgorsza dla niej rzeczą zapewne było sumienie, odpowiedzialność za kogoś komu przyrzekała pewnie wspólne życie, odpowiedzialność za jego los. Dodatkowo strach przed samotnością, strach przed utrata tego co dla niej stabilne, krok w nieznane. bardzo podziwiam ja za to ze potrafiła zrobi ten krok, zaryzykować. czy nie widzisz ze już samym tym krokiem udowodniła ci jak bardzo cię kocha? Była z Tobą, dawała ci to co najlepsze. Nie wiem w jakiej atmosferze się rozstaliście, ale może Ona nadal bardzo cię kocha, kocha również swojego byłego. Tylko ze za niego jeszcze czuje się odpowiedzialna. Wiesz, są chyba jeszcze tacy ludzie którzy potrafią wyzbyć się egoizmu i pomyśleć przez chwile nad swoimi czynami, może dokonała wyboru - bardzo trudnego dla niej wyboru i może właśnie w tej chwili cierpi tak bardzo jak ty ? po cichu.....? A może zwyczajnie okazałeś się dla niej mniej atrakcyjny, może czar faktycznie prysł i w porównaniu z jej facetem okazałeś się zwyczajnie cienki ??? nie wiem, nie znam sytuacji. Wiem tylko jedno. Jeśli bardzo ja kochałeś i wiesz ze wracając do tamtego podjęła właściwą decyzje, ze jest szczęśliwa, powinieneś cieszyć się razem z nią. Wiem ze to trudne, ale czy właśnie na jej szczęściu nie powinno ci najbardziej zależeć ?

zaraz powiesz ze na pewno cię nie rozumiem. Byłem kiedyś z kobieta która mówiła ze bardzo mnie kocha, tworzyła dla mnie świat i dawała chyba wszystko z siebie co potrafiła, snuliśmy plany, mięliśmy nadzieje, spotkanie...obietnice. Było jak w raju. Potem odeszła mówiąc ze nie potrafi żyć w taki sposób, ze nie dla niej związki i stabilne układy. Trzy miesiące później miała już męża. Wiele rzeczy wtedy czułem, wiele czuje nadal, ale przede wszystkim cholernie mi na niej zależało, jak na nikim wcześniej, i nie potrafię obarczyć jej za cokolwiek wina bo ta wina zawsze tkwi po obu stronach...ale cieszę się przez łzy ze jej się udało i może będzie miała życie, którego ja nie potrafiłem jej dać bo byłem zbyt "cienki". Minęło trochę czasu i mimo ze jestem już w innym miejscu swojego życia dalej ja kocham i będę kochał, choć pewnie nie ma już ona na mnie takiego wpływu jak kiedyś. Ty żałujesz bo bolało bardziej niż wcześniej było ci dobrze. Waga przeważyła na niekorzyść. tez tak na początku myślałem. teraz wiem ze radość i ból był potrzebny a gdyby nie ona, może nigdy nie zobaczyłbym takiego pięknego świata jaki ona mi dala??? I tak na prawdę jestem do końca życia jej dłużnikiem.

Lesio
2008-04-24 19:25
Kontakt: malwi[at]poczta.onet.pl