Dziennik Malwiny

Nauka Miłości

Czy miłość jest sztuką ? Jeżeli tak, to wymaga wiedzy i wysiłku. A może miłość jest przyjemnym uczuciem, którego zaznanie jest sprawą przypadku, czymś, co się zdarza, jeśli człowiek ma szczęście ? Które z tych sposobów pojmowania jest prawdziwe ? Niewątpliwie większość ludzi przyjmuje dzisiaj tę drugą wersję. Dzieje się tak nie dlatego, żeby ludzie uważali, że miłość nie jest rzeczą ważną. Nie, ludzie jej pragną, oglądają niezliczone filmy o szczęśliwych i nieszczęśliwych miłosnych historiach, słuchają setki piosenek o miłości, ale mało kto pomyśli, że istnieje coś, czego w sprawie miłości trzeba się nauczyć. Dla większości ludzi problem miłości tkwi przede wszystkim w tym, żeby być kochanym, a nie w tym, by kochać, by umieć kochać. Dlatego też główną sprawę dla nich jest, jak zdobyć czyjąś miłość, co zrobić, żeby wzbudzić uczucie. W pogoni za tym celem próbują różnych metod. Jedną z nich, której chwytają się zwłaszcza mężczyźni jest zdobywanie powodzenia, mocnej pozycji życiowej i pieniędzy. Inna metoda, szczególnie ulubiona przez kobiety, to dbałość o wygląd oraz pielęgnacja ciała, ubrania, fryzury, kosmetyki itd. Inne sposoby zdobywania sobie otoczenia, stosowane zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety, to miły sposób bycia, umiejętność prowadzenia ciekawej rozmowy, gotowość do okazywania ludziom pomocy, skromność i łagodność.

Drugą przesłanką, z której wynika pogląd, że o miłości niczego nie można się nauczyć, jest przekonanie, że problem miłości to problem obiektu - człowieka, a nie problem zdolności. Ludzie myślą, że kochać to rzecz prosta, natomiast trudne jest znalezienie właściwego obiektu miłości, zdobycie czyjegoś uczucia. Takie myślenie jest głęboko zakorzenione w ludziach dzisiejszego społeczeństwa, a na kształtowanie takiego myślenia mogła mieć wpływ wielka przemiana, jaka zaszła w dwudziestym wieku w wyborze "obiektu miłości". W epokach wcześniejszych miłość w większości wypadków nie była spontanicznym, osobistym przeżyciem, które następnie miało prowadzić do małżeństwa. Wprost przeciwnie, małżeństwo zawierano na zasadzie umowy między zainteresowanymi rodzinami, albo aranżowane przez swata, zakładając, że miłość rozwinie się już w czasie jej trwania.

Od kilku pokoleń w całym świecie, albo w jego większości zapanowało jednak niemal powszechne pojęcie miłości romantycznej. Ludzie w ogromnej większości szukają miłości romantycznej, jakiegoś osobistego uczucia, które następnie powinno prowadzić do małżeństwa. Jest to w zasadzie nowe postrzeganie miłości, nowe pojęcie miłości, które w znacznym stopniu podniosło ważność obiektu miłości niż ważności, funkcji samej miłości.

Cała nasza kultura opiera się na żądzy kupna, na idei wymiany korzystnej dla obu stron. Szczęście współczesnego człowieka to ów dreszczyk, jakiego dostaje oglądając wystawy sklepowe i nabywając to wszystko, na co może sobie pozwolić kupując za gotówkę lub na raty. On lub ona w podobny sposób patrzą na ludzi. Dla mężczyzny pociągająca kobieta, dla kobiety pociągający mężczyzna - są zdobyczą, której nawzajem szukają. "Pociągający" oznacza zazwyczaj zestaw właściwości poszukiwanych na ludzkim rynku. To, co czyni danego człowieka pociągającym, zależy od mody obowiązującej w danym okresie. Patrząc ma nasze stulecie czynniki jakie wpływały na atrakcyjność człowieka były różne, raz mężczyzna był pożądanym towarem kiedy był agresywny i ambitny, później ważniejsze było, aby był towarzyski i tolerancyjny. W każdym bądź razie uczucia miłosne kierują się zazwyczaj jedynie ku takiemu ludzkiemu towarowi, który można zdobyć biorąc pod uwagę własne możliwości.

Szukam korzystnego kupna; obiekt powinien być pożądany z punktu widzenia jego walorów społecznych, fizycznych itp., a równocześnie powinien chcieć mnie. Tak więc idąc tą ścieżką dalej osoby zakochują się w sobie, kiedy czują, że znalazły najlepszy osiągalny na rynku obiekt. Nie należy się temu tak specjalnie dziwić. Nasz obecny świat jest zorientowany na handel i w którym sukces, pozycja materialna i społeczna jest najważniejszą wartością, przez co stosunki międzyludzkie i dalej miłość podlegają temu samemu schematowi wymiany, jaki rządzi rynkiem towarowym czy rynkiem pracy.

Kolejnym błędem prowadzącym do przekonania, że niczego nie można się nauczyć w sprawach miłości jest pomieszanie początkowego uczucia zakochania się ze stanem kochania lub też, jak można by to lepiej powiedzieć "pozostania w miłości". Jeśli dwoje ludzi, zupełnie sobie obcych, pozwala nagle, aby dzielący ich mur runął, zaczynają nagle czuć się sobie bliscy, to właśnie ten moment doznania jedności jest jednym z najbardziej radosnych, najbardziej podniecających przeżyć w życiu, Jest on tym wspanialszy i cudowniejszy dla ludzi, którzy byli dotąd odizolowani, odcięci, pozbawieni miłości. Temu cudowi nagłego zbliżenia dość często pomaga połączony z nim albo też przezeń zrodzony pociąg fizyczny i jego zaspokojenie. Jednakże tego rodzaju miłość z samej swej natury jest nietrwała.

Dwoje ludzi dobrze się poznaje, ich zażyłość w coraz większym stopniu zatraca swój cudowny charakter, aż w końcu rodzi się rozczarowanie, wzajemne znudzenie, które zabijają początkowy stan - zauroczenie. Jednak z początku ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, gwałtowność, intensywność szaleńczej miłości, wariowanie na swoim punkcie biorą za dowód potęgi miłości, podczas gdy może to jedynie dowodzić, jak bardzo byli osamotnieni poprzednio.

Przekonanie, że nie ma rzeczy łatwiejszej niż miłość, utrzymało się jako powszechny pogląd, podczas gdy jest chyba wręcz przeciwnie. Nie ma chyba sprawy, którą podejmowalibyśmy z takimi zawrotnymi nadziejami i tak pełni oczekiwania, która by jednak zawodziła z taką regularnością jak miłość. Gdyby to dotyczyło jakiejkolwiek innej działalności, ludzie robiliby wszystko, aby dowiedzieć się, jakie są przyczyny tego niepowodzenia, chcieliby się nauczyć, jak można postępować lepiej. A może ludzie uważają, że warto jest się uczyć tylko tych rzeczy, za których pomocą można zdobyć pieniądze czy prestiż, i że miłość, która przynosi korzyści "jedynie" duszy, lecz jest bezużyteczna w nowoczesny rozumieniu, jest luksusem, na który nie mamy prawa poświęcać dużo energii ?

 

Erich Fromm - niemiecki filozof, socjolog, psycholog i psychoanalityk pochodzenia żydowskiego.

Ludzie rzeczywiście maja dziś zupełnie inne podejście do kwestii miłości - podobno kiedyś tak nie było. Fakt, małżeństwa zawierano nieraz poprzez rodziny, którym zależało na wzajemnych koligacjach. Trudno mi ocenić, czy było to dobre czy tez złe. Faktem jest natomiast to, że ludzie żyjący w takich związkach zmuszeni byli nauczyć się tolerancji, której to dzisiejszemu społeczeństwu tak brakuje. Poza tym ludzie ci darzyli się szacunkiem - tego też brak. Czy miłości można się nauczyć ? - hmm....myślę, że zależy to od punktu widzenia. Przede wszystkim człowiek musi oduczyć się egoizmu, patrzenia tylko i wyłącznie na siebie. Większość konfliktów w związkach powstaje nie dlatego, że ludzie do siebie nie pasuję, ale dlatego, że nie potrafią iść na kompromizm. Jest to dziwne, zważywszy ze każdy z nas ma jakieś wady - począwszy od fizycznych, a na charakterologicznych kończąc.

Ale człowiek z natury szuka i widzi wady tylko u innych; rzadko zastanawia się: a może to ja popełniłem błąd, może to ja powinienem się dostosować ? Czy jest to wyrzeczenie ? z pewnością nie ! Dlaczego mogąc uszczęśliwić tym druga osobę nie pójść na małe ustępstwo ? Ale większość woli brać niż dawać...Tak, dzisiaj "dobrą partią" jest facet bogaty, ustawiony; a kobieta "lalka"(nie ważne, że głupia, łatwiej taka "urobić") - to dość często spotykane ludzkie opinie na ten temat

Tylko gdzie w tym wszystkim jest "człowiek", jego uczucia, dusza ? Młode pokolenie twierdzi, że dawniej ludzie pobierali się z "rozsądku" - dla pieniędzy, władzy, zaszczytów. Dziś podobno zawieramy związki małżeńskie "z miłości" - ale czy aby na pewno ?! Jeśli kobieta zauważa mężczyznę tylko wtedy, gdy zajedzie on pięknym samochodem i pomacha w knajpie plikiem banknotów, to jest to miłość ????!!!!! Nie. I jeszcze jedno. Człowiek nie jest wiecznie młody; z czasem pociąg fizyczny słabnie i zanika. I wtedy, gdy nie ma miedzy ludźmi niczego innego - przychodzi żal, pustka. A sztuki przebywania z drugim człowiekiem trzeba się niestety nauczyć.

Marek
2008-03-02 11:23

Sprowadzasz, czy sprowadzacie miłość do pieniędzy, ładnych samochodów, władzy. Owszem tak tez bywa, ale takich ludzi jest niewiele, zawsze byli i zawsze będą. Dlaczego tak bulwersuje fakt, że piękna kobieta wychodzi za bogatego faceta? Jej wybór jej prawo...wynika to z zazdrości, że on może ją mieć, a ja nie. Dlatego tak to bulwersuje dlatego jest potępiane. Piszecie, że miłości można się nauczyć i że to sztuka. Dla mnie to bzdura - sorki za tak gwałtowna reakcje ale to bzdury, miłość jest albo nie, jest jedna. Jeśli postrzegamy coś jako kompromis - np ona chce iść do kina ja nie - kompromis, ale to już nie miłość, bo jeśli ja ją kocham, a ona chce iść do kina to pójdę z nią, by sprawić jej przyjemność, a sobie także faktem, że dobrze było jej. Miłość to jedno i tyle. kochasz to robisz wszystko dla drugiej osoby nie mówiąc o tym "kompromis", a raczej chęć sprawiania przyjemności bez patrzenia na siebie. Miłości trzeba się nauczyć.....jak??? JAK????? patrzysz, porywa cię ktoś - kochasz go...czego tu się uczyć ? Ludzie żyją ze sobą, miłość umiera, są ze sobą bo maja wspólne mieszkanie i dzieci i oszukują się mówiąc sobie...my się dalej kochamy, ale miłość wymaga poświęceń i walki, kompromisów. Gówno prawda... wtedy to już nie miłość. Dlatego miłości nie ma.

Lesio
2008-03-03 19:13

Więc jak to jest - jest miłość, czy jej nie ma ? Czy dla Ciebie Lesio miłość jest tylko na filmach i w książkach hmm...? Smutno mi jeśli myślisz tak naprawdę i tak traktujesz miłość w ogóle w nią nie wierząc. To jak napisał Marek, ze miłość to sztuka kompromisów, jest w tym prawda i nie wolno dopatrywać się w tym czegoś złego. Każdy człowiek jest inny i nie ma możliwości zaakceptowania go w pełni nie idąc na pewne ustępstwa, właśnie kompromisy - tak to się nazywa. I to, że ja ustępuje na prośbę mojego ukochanego, mojej ukochanej to nie jest objaw kończącego się uczucia, mojej słabości, bo jest to sztuka zrezygnowanie z czegoś dla kogoś drugiego. Przestanie bycia egoistą. Jest tak jak napisałeś, jeśli kogoś kocham i na jego prośbę idę do kina, rezygnując z czegoś, ustępuje; robię to z miłości do niego, bo na tym polega miłość, na bezinteresownym dawaniu siebie. Dawanie sprawia radość większa niż branie i to jest najpiękniejsze. Rezygnacja ze swojej potrzeby, zachcianki na rzecz drugiej osoby jest kompromisem, choć tak się tego nie nazywa, gdy się kocha. I nie zgadzam się z Tobą, że miłości nie trzeba się uczyć, albo jak piszesz, że miłość jest albo nie. Miłość nie jest jednym jednoznacznym uczuciem trwającym przez całe życie z jednakową intensywnością. Gdy jest dom, dzieci, mąż, żona to poddane jest próbie to co nauczyłeś się o miłości. To co naprawdę zrobiłeś dla niej. Jak piszesz, że jest wtedy wzajemne się oszukiwanie, że miłości jest, a rzeczywiści wcale jej nie ma, tylko trwa stan przywiązania do siebie, obietnic małżeńskich, obowiązków w stosunku do swoich dzieci to faktycznie tej miłości nie ma. Dlaczego ? Dlatego, że ci ludzie nie nauczyli się miłości. Miłość ciągle ewoluuje i ciągle jest odczuwana inaczej. Miłość do matki, czy zawsze jest jednakowa ? Czy człowiek kocha matkę tak samo w wieku 5 lat, 10, 20, 40 ? Nie, bo miłość nie jest taka sama przez całe życie. Czy człowiek kocha tak samo Boga gdy ma 10 lat, 20, 30, 70 ? Nie. Czy mężczyzna kocha przez całe życie tak samo kobietę ? Też chyba nie, a to czy przetrwa w miłości przez całe życie to właśnie wydaje mi się zależy od tego jak się nauczymy miłości. I uważam, że stwierdzenie, że "można nauczyć się miłości" jest niepoprawne, a powinno być "miłości TRZEBA się nauczyć", jeśli chce się ją mieć przez całe życie. Aby w wieku 40, 50, 60 lat dalej potrafić zrezygnować z meczu piłki nożnej i pójść ze swoją zniszczona już przez życie żona do kina z cudowną radością, że robię to dla niej, za to że mogę z nią być.

Malwi
2008-03-05 19:30

Lesio - mówisz, że sprowadzamy wszystko do pieniędzy a także, że jestem zazdrosny, ze "on ja może mieć a ja nie..."Bzdura. Po pierwsze - co to znaczy "mieć kobietę" ?! To chyba nie jest towar, rzecz, którą można nabyć myślisz sobie, że jestem jakimś żałosnym wymoczkiem, któremu w życiu nic się nie udaje i który pewnie "klepie biedę" bo nie rozumie, dlaczego kobiety widza w mężczyznach tylko pieniądze (oczywiście nie wszystkie kobiety). Musze Cię rozczarować - w swoim życiu osiągnąłem bardzo dużo, a co do pieniędzy, to nie są one celem mojego życia. Owszem, pomagają one w życiu, ale są ŚRODKIEM, a nie CELEM, a środków tych mam wystarczającą ilość. Mówisz, ze miłość umiera - pozostają dzieci, wspólne mieszkanie, przyzwyczajenie. Bardzo smutne jest to co mówisz. Wiesz, wydaje mi się, ze postrzegasz ludzi tylko bardzo powierzchownie. Inaczej nie mówiłbyś, że gdy ludzie się starzeją to miłość umiera. Ludzie starzeją się fizycznie. Ale człowiek to nie tylko ciało - to także dusza, myśli, osobowość...Kiedy małżonkowie staja się rodzicami, staja się wzorem dla swych dzieci. Czasem dobrym, czasem niestety, złym przede wszystkim są dla nich wzorem postępowania, cnot i moralności, a nie wyglądu. Jeśli dzieci te nie będą widziały u swoich rodziców oznak miłości, czy będą one potrafiły kochać ?! Czy będą tolerancyjne i przyjaźnie nastawione do otaczającego ich świata?! Myślę, że każdy powinien sam odpowiedzieć sobie na to pytanie. Zgodnie z własnym sumieniem.

Marek
2008-03-17 20:57

Miłość - czym jest dla mnie. Dla mnie pod tym pojęciem kryje się bezinteresowne dawanie siebie bez oczekiwania na rewanż, bez postrzegania tego jako "KOMPROMIS" Miłość jest stanem ducha, czymś tajemniczym i magicznym zarazem. Czymś co pozwala inaczej patrzeć na świat i widzieć tylko dobre rzeczy. Dla niej jestem w stanie robić wiele więcej niż sam bym się mógł po sobie spodziewać. Gdy jestem daleko myślę o ukochanej i wtedy ona jest ze mną. Miłość wywołuje inne uczucia jak smutek, radość, współczucie, tęsknota, ból i rozpacz. To te uczucia tworzą miłość w naszej duszy i naszym umyśle. Miłość jest niematerialna i nienamacalna, tak jak Bóg. To dar specyficznego postrzegania drugiej osoby. To zapatrzenie, zauroczenie. Właśnie, chce postrzegać miłość jak zauroczenie, a nie jak jego drugi trwalszy stan. Dla mnie nie można się wiec nauczyć miłości, bo z nią można się urodzić, albo nie. Jak ma przebiegać proces jej nauki ? Jak można nauczyć się stanu ducha, specyficznej możliwości przezywania, specyficznego sposobu patrzenia... Można nauczyć się dawania, ale nie tej niematerialnej rzeczy. Ona jest w nas albo nie. Macie racje, że można starać się zrozumieć ewolucje miłości, jej zmiany. można nauczyć się akceptacji tego, że staje się ona inna wraz z jej trwaniem. Jeśli uważacie tylko ze tak właśnie jest.... Dla mnie ta idealna miłość, ta w która wieżę, ta jedyna prawdziwa idealna, w której śmierć jednego partnera oznacza śmierć drugiego...ta z miedzy niebem a piekłem (dlaczego ludzie wychodząc z kina mówią - cukierkowaty film, nierealny, bajka dla dzieci....), bo NIKT nie wieży, że taka miłość może istnieć....Oni nie uczyli się tej miłości w tym filmie, to przychodziło samo. Zrozumienie, zmiana postrzegania pewnych rzeczy - to nie była nauka, a samoistna zmiana nastawienia.) A ja chcę, żeby taka właśnie była miłość. I taka jest w mojej głowie, w moich snach, taka miłość była również w realnym świecie choć bardzo krótko. I właśnie dlatego że była tak krotko pozostanie taka zawsze. Nie chce zobaczyć prawdy? NIE CHCĘ, nie chcę myśleć o miłości tak jak wy. Wolę powiedzieć sobie, że ta idealna nie istnieje, bądź istnieje tylko przez chwile, ale zawsze głęboko w sobie pozostawię wiarę, że kiedyś ja znajdę. Może już znalazłem? Mozę ona istnieje w innym niż realny świat? Takim jak moje sny, marzenia, sieć....Może...a może wiem to na pewno? Nie chce postrzega jej tak jak wy, bo takie postrzeganie wytraca z miłości jej magie, to co najbardziej wartościowe w niej. Sprowadza ją na ziemie i robi z miłości "cos czego można się nauczyć". Jak można nauczyć się czuć?

malwi mówisz o miłości do Boga, matki i kobiety...to rożne rodzaje miłości. Każda z nich to inna miłość. Miłość 1 2 i 3. A każda z tych poszczególnych miłości jest jedyna i nierozerwalną. Ja mówię tu tylko o miłości do kobiety...w dwóch pozostałych przypadkach macie pewnie racje że miłości można się nauczyć...ale najwyższą formą miłości jest ta do drugiej osoby...kobiety bądź mężczyzny.

Oboje mówicie ze trzeba się nauczyć miłości by na starość także kochać...Dlaczego? Jeśli zachowamy w sobie miłość to ona będzie zawsze. Poza tym popełniacie jeden błąd. Nic z tego malwi, marek, że Wy nauczycie się miłości, jeśli nie zrobi tego druga osoba.. Na nic wasza walka jeśli ta druga osoba nie będzie postrzegać miłości tak samo. A jak obronicie się przed znudzeniem, przed utrata tajemniczości przez druga osobę, jak pokonacie pożądanie, jak unikniecie przypadkowego zakochania się w drugiej osobie. Przecież nie odizolujecie się zupełnie, a z czasem chce przeżycia czegoś takiego jak na początku będzie rosnąć. jak to się dzieje ze 90 proc par się zdradza? Jak to się dzieje ze w moim otoczeniu nie ma szczęśliwych małżeństw? Jak to się dzieje ze ludzie, którzy się kochają kłóca się NON STOP, jeżdżą na szkolenia i cieszą się twierdząc ze szkolenia są od tego, by przespać się z kimś innym, a to ma umocnić ich związek. jak pozbędziecie się zazdrości, jak pozbędziecie się wielu innych rzeczy których trudno się pozbyć?

Powiecie zaraz, że popełnia się błędy, ważne by się na nich uczyć. A ja tak nie chce. Chcę zawsze kochać tak samo mocno. Powiedziałaś malwi kiedyś, że kocha się kogoś kogo nie można mieć, kocha się go bardziej i bardziej wraz z upływem czasu. Tak to prawda i to jest właśnie idealna miłość...która dzień za dniem przekracza kolejne bariery, która niesie za sobą wielki ból i cierpienie, smutek i radość, śmiech...chęć walki. Ale niesie jeszcze coś, coś najważniejszego >wiarę i nadzieje...że kiedyś osiągnie się cel. A wiara i nadzieja to motor naszego działania. Jeśli się je traci to się umiera.

Marek - nie chce mówić już o pieniądzach, one nie maja nic wspólnego z miłością NIC NIC NIC. I nie są żadnym środkiem, (jeśli chodzi o miłość) są środkiem w życiu....masz racje tutaj. Nie mówiłem także że gdy ludzie się starzeją to miłość umiera, a raczej że umiera z czasem, ale z innych przyczyn. Bo miłość to nie kochanie ciała drugiej osoby - to nazywa się pożądaniem. Miłość to kochanie duszy drugiego człowieka. Choć wygląd zewnętrzny ją dopełnia.

Pytasz czy jeśli dzieci nie będą widzieć miłości u rodziców to, czy będą potrafiły kochać....ma to być potwierdzeniem twoich słów i mali ze miłości trzeba się uczyć. Nie . Ja nigdy nie widziałem miłości u swoich rodziców, a potrafię kochać...chyba. Nikt mnie tego nie uczył. To było zawsze we mnie, tak jak płacz, śmiech, współczucie. Wiem ze tyle ile jest ludzi tyle jest rodzajów miłości "rodzajów" w cudzysłowie. każdy z nas ma własna jej definicje. Dlaczego ja nie mogę mieć takiej idealnej?

Lesio
2008-03-12 20:52

Miłość jest możliwa jedynie wtedy, jeżeli dwoje ludzi żyje ze sobą w samej głębi swej istoty. Inaczej napiszę: przeżywa siebie do samej głębi swej istoty. Jedynie w takim przeżyciu mieści się ludzka rzeczywistość miłości, jedynie tu jest to, co naprawdę żywe, jedynie tu jest źródło miłości. Miłość przeżywana w ten sposób jest nieustannym wyzwaniem; nie jest stanem wypoczynku, lecz ruchu, wzrostu, wspólnej pracy; nawet to, czy istnieje harmonia czy konflikt, radość czy smutek, jest czymś drugorzędnym wobec zasadniczego faktu, że dwoje ludzi przeżywa siebie w samej głębi swego istnienia i że mocniej czują się jednością będąc razem niż osobno. Isnieje tylko jeden dowód na obecność miłości: głębokość wzajemnego związku oraz żywotność i siła każdej z zainteresowanych osób; oto owoc, po którym poznaje się miłość.

Malwi
2008-03-19 22:17

"Nauka miłości" - to wszystko prawda, bardzo się cieszę, że są ludzie, którzy to dostrzegają. To co mówisz o kupnie i zdobywaniu - też się nad tym zastanawiałem. Zrozumiałem, że ta postawa zdobywania jest w społeczeństwie tak powszechna, że poprzez naśladownictwo determinuje moją postawę. Związki oparte na wzajemnym nieustannym zdobywaniu się mają marną szansę przetrwania, trzeba więc od samego początku opierać je na czymś innym. Na czym? Spotakniu z drugim człowiekiem, którym się zachwycamy towarzyszy lęk przed odrzuceniem, ciągłe stawianie sobie pytań: czy ja się jej(jemu) podobam? czy on(a) mnie akceptuje? co on(a) o mnie myśli? W początkowych etapach budowania relacji (związek kobiety i mężczyzny jest tu tylko szczególnym przypadkiem) występuje brak zaufania (człowieka, który przeżywałby to w inny sposób nazwalibyśmy naiwnym:))). Brak zaufania powoduje deprywację potrzeby poczucia bezpieczeństwa i pewnie jakichś innych - skutkiem tego jest niepokój, czasem nawet lęk, czego człowiek nie lubi. Zdobywanie jest tu po prostu środkiem zapewnienia sobie komfortu psychicznego. To jest naturalne, jednak nie musi tak być. Chciałbym podać siebie jako przykład. Brak zaufania drugiej osobie zastępuje mi, przynajmniej na początku, zaufanie do Boga. Ja chciałbym spotkać tę jedyną osobę i wiem, że On wie kto to jest i kiedy się spotkamy. Tymczasem nawiązuję różne relacje i zastanawiam się czy to jest ta osoba. Właściwie to stawiam pytanie: "Panie Jezu, czy to jest Ona?". Wcale nie muszę się bać, czy zostanę zaakceptowany itd. Po prostu, jeżeli to Ona, to na pewno zostanę zaakceptowany i nawet więcej, jeżeli nie Ona i nie zostanę zaakceptowany to nie ma czego żałować, a jeśli to nie Ona a i tak nasza relacja się dobrze układa, to zwyczajnie jestem bogatszy o jedną przyjaźń :-). Na tym właśnie opieram moje relacje, na zaufaniu do Boga.

Lesio - ""Miłość jest albo nie" i "Miłość - czym jest dla mnie?" Nie do końca zgadzam się ze stwierdzeniem, że miłość jest stanem ducha. Lesio mówi, że jest ona czymś co pozwala widzieć tylko dobre rzeczy. Wydaje mi się, że dostrzeganie tylko dobrych rzeczy jest częścią właśnie kochania. Zatem miłość jest czymś co umożliwia kochanie? Masło maślane. Ten stan ducha, o którym mówił Lesio, ja bym to określił inaczej. Ten stan ducha to pewien bardzo konkretny dar, to nasze podobieństwo do Boga to po prostu zdolność do miłości. Bóg stworzył nas zdolnymi do miłości.(Lesio mówi: "Ja nigdy nie widziałem miłości u swoich rodziców, a potrafię kochać..chyba" - to jest właśnie ten dar, ta zdolność) To tak jak każdy człowiek ma mięśnie i jest zdolny do uprawiania sportu - jeśli jednak chce osiągnąć dobre wyniki musi dużo trenować. W przypadku miłości to Bóg jest naszym najlepszym trenerem (jeżeli Go nie odrzucamy). Uczucie jest mniej ważnym elementem miłości. Natomiast tym, w czym musimy się nieustannie ćwiczyć jest ciągłe odwracanie się od własnych potrzeb i pragnień na rzecz zaspokojenia potrzeb i pragnień drugiej osoby. To jest właśnie ewolucja miłości. Jeżeli mam taką postawę wobec drugiej osoby to mogę powiedzieć, że nauczyłem się już trochę kochać. Mogę tu przytoczyć pewien cytat: "Nauka miłości zaczyna się od pozostawiania czystej łazienki i cichego zamykania drzwi ze względu na drugiego człowieka." (W. Forster)

Lesio się trochę zapętlił twierdząc najpierw, że miłość wywołuje pewne uczucia, a potem, że te uczucia tworzą miłość w naszej duszy i umyśle. Może o to właśnie mu chodziło. Dodając szczyptę tajemniczości można postawić odwieczne pytanie - co było pierwsze: jajko czy kura?(przepraszam za ironię). To co Lesio powiedział ja rozumiem tak: owszem miłość wywołuje pewne uczucia i one mają na nią wpływ. Ten wpływ to fakt, że porządkowanie uczuć, to część naszego uczenia się miłości (nie wiem czy rozumiesz o co mi chodzi). Lesio się oburza, że sprowadzacie miłość do czegoś czego można się nauczyć. Może was źle zrozumiał, bo ja uważam, że tej dozy niepoznawalności nigdy w miłości nie przeskoczymy. Trzeba się jej uczyć ale nie da się osiągnąć doskonałości. Musimy ciągle podwyższać poprzeczkę po to, żeby bardziej kochać, żeby być bardziej dla drugiego człowieka ale doskonałość jest tu, na ziemi niemożliwa. Ja wiem, że Lesio ma co innego na myśli, ma po prostu inne podejście do sprawy. Mówi też coś takiego "...najwyższą formą miłości jest ta do drugiej osoby... kobiety bądź mężczyzny". Chciałbym to skomentować. Zgadzam się, że najwyższą formą miłości jest ta do drugiej osoby ale tą drugą osobą jest zarówno Bóg (tak właśnie Bóg), jedyna kobieta bądź mężczyzna, przyjaciel, wróg jak i śmierdzący, pijany człowiek siedzący pod ścianą z kartką "jestem bezdomny...". Uważam, że miłość do "tej jedynej osoby" jest... jakby to powiedzieć... najmniej ambitna i wartościowa, ponieważ zawsze ma jakiś egoistyczny wydźwięk (zawsze bo, jak już powiedziałem, nie możemy osiągnąć doskonałości). Czytam ostatnio świetną książkę: "Listy starego diabła do młodego" C.S.Lewisa (bardzo polecam, facet był naukowcem, logikiem). Przedstawia ona listy, które pisze(jak w tytule) stary diabeł. Porusza w nich wiele ciekawych kwestii i choć robi to z diabelskiego punktu widzenia odsłania dużo prawdy. Chciałbym przytoczyć parę fragmentów mówiących o miłości. (Na marginesie: Nieprzyjacielem Krętacz nazywa oczywiście Boga.) "(...) Nawet martwy przedmiot jest tym, czym jest, dzięki wykluczeniu z zajmowanej przez siebie przestrzeni innych przedmiotów; jeśli coś się powiększa, czyni to przez odepchnięcie od siebie innych przedmiotów albo przez pochłonięcie ich. To samo odnosi się do ludzkiej osoby. U zwierząt pochłonięcie przybiera formę pożarcia; dla nas, szatanów, oznacza wessanie woli i wolności osobnika słabszego przez silniejszego. "Być" znaczy "trwać we współzawodnictwie o byt". Natomiast filozofia Nieprzyjaciela nie jest niczym innym jak ciągłym usiłowaniem zmierzającym do ominięcia tej najoczywistszej prawdy. On zmierza do sprzeczności. Ma być zachowana wielość rzeczy, które w jakiś niewytłumaczony sposób mają również stanowić jedność. Dobro jednej osoby ma być dobrem drugiej. Tę niemożliwość nazywa On miłością, i to samo monotonne panaceum można wyśledzić we wszystkich Jego poczynaniach, a nawet we wszystkim czym jest - lub ma pretensję być."

"...ludzie powinni, dzięki odpowiednim zabiegom z naszej strony, wysnuć fałszywe przekonanie, że owa mieszanina czułości, lęku i żądzy zwana "zakochaniem się" jest jedyną rzeczą, która czyni małżeństwo szczęśliwym albo świętym."

"Nieprzyjaciel pragnie doprowadzić człowieka do takiego stanu umysłu, w którym mógłby on zaprojektować najwspanialszą katedrę świata i zdawać sobie sprawę z tego, że jest ona najwspanialsza, i cieszyć się tym faktem, nie odczuwając jednak z tego powodu większego (ani mniejszego) ani innego zadowolenia niż to, jakie odczuwałby, gdyby tego dokonał kto inny. Nieprzyjaciel chce w końcu, by człowiek był tak dalece wolny od wszelkiej stronniczości na swoją korzyść, iżby mógł cieszyć się własnymi talentami tak szczerze i pogodnie jak talentami swego bliźniego lub wschodem słońca, słoniem czy wodospadem. Na dalszą metę chce On, by każdy człowiek był zdolny uznać wszelkie stworzenia (nawet siebie samego) za coś wspaniałego i doskonałego. Pragnie On zabić czym prędzej ich zwierzęcą miłość własną; lecz obawiam się, że w swej polityce długofalowej pragnie On ożywić w nich nowy rodzaj miłości własnej - dobroczynność i uczucie wdzięczności dla wszystkich, włączając w to także samych siebie. Z chwilą gdy się naprawdę nauczą kochać bliźnich jak siebie samych, wolno im będzie kochać siebie jak swych bliźnich. Albowiem nie możemy nigdy zapominać o tym, co jest najbardziej odpychającym i niewytłumaczalnym rysem Nieprzyjaciela; On rzeczywiście kocha te stworzone przez siebie bezwłose, dwunożne istoty i to, co odejmuje jedną ręką, zawsze oddaje im drugą."

Sebastian
2008-03-31 23:45
Kontakt: malwi[at]poczta.onet.pl