Ostania aktualizacja: 2008-06-01 19:55
kryzys albo rozpad małżeństwa - za wszelką cenę chcę je ocalić, choć ostatnio zaczynam myśleć o odejściu, mąż powiedział mi wprost, że odchodzi, mam sobie "kogoś" znaleźć, kto pomoże mi w życiu, że jego schemat dnia powszedniego jest stały, wiem kiedy i gdzie pracuje - a pracuje dużo i ciężko jako lekarz w szpitalu i popołudniami w przychodniach, do tego jeszcze dyżury - a więc wiem kiedy go nie będzie w domu wtedy mam możliwość jak to nazwał "znaleźć sobie kogoś, kto pomoże mi w życiu", taki schemat ułożył - dla dzieci tworzymy dom, jest i mama i tata, ale nas samych nie łączy nic poza tym, początkowo twierdził, że nie wyprowadzi się z domu, bo po prostu nie ma gdzie, - wspólnego mieszkania nie możemy na dzień dzisiejszy sprzedać, aby kupić dwa mniejsze - z czasem jednak przyznał mi rację, że każde z nas może wynająć mieszkanie - choć będzie to duży wysiłek finansowy - nie jest to więc powód, że nadal "żyjemy" pod jednym dachem, mąż podaje inny powód mamy dwie małe córki, mąż tłumaczy, że chce z nimi żyć i je wychowywać, że nie da mi rozwodu ze względu na nie, również z tego powodu nie wyprowadzi się z domu, tak więc wraca z pracy do domu, razem jemy obiad, wieczorem wychodzi, wraca późno w nocy, jeśli nie wychodzi do przyjaciółki zawsze mówi kiedy wróci i gdzie idzie, idąc do niej mówi jedynie wychodzę - próbowałam z nim rozmawiać, po prostu zamyka się w sobie, reaguje zdenerwowaniem i zamknięciem, ostatnio znalazł inną formę ucieczki - ucieczki w "pracę" - wcześniej miał cztery dyżury w miesiącu, w tym miesiącu jest ich już 8 - a więc nie ma go w domu, ale przecież ciężko pracuje, żeby nam dać to co nam może dać - myślę, że tak sobie to tłumaczy, ale to tylko część prawdy - myślę, że ucieka przed rozmową ze mną - ciągle próbuję go do tego skłonić, płaczem, prośbą, tłumaczeniem, histerią i nie wiem czym jeszcze na dyżurach w szpitalu ma spokój, poza tym wiem, że dyżury dopasowuje z ową Panią doktor - pracującą na innym oddziale, która mówiąc na marginesie, rozeszła się z mężem, a ten szaleje, posunął się już do telefonów - bezimiennych w nocy do mnie jakie są przyczyny tej sytuacji ?
jedną z nich jest ciągły stres w pracy, zagrożenie, że mąż straci pracę w szpitalu, kłopoty z realizacją staży w ramach specjalizacji - ordynator nie pozwala na staże, a mąż za wszelką cenę, chce "zdać dwójkę" na jesień przyszłego roku, do tego zarobki - upokarzająco niskie, mimo tak ciężkiej pracy i żadnych perspektyw na lepszą przyszłość - najprawdopodobniej szpital ulegnie prywatyzacji a co za tym idzie posypią się zwolnienia
myślę, że na tę sytuację miał wpływ między innymi fakt, iż po urodzeniu drugiej córki ciągle przebywała w domu moja matka, nie mieliśmy żadnego prywatnego życia, nie myślę tutaj o życiu seksualnym, mąż nie czuł się "w swoim domu", do tego sytuacja finansowa - zarabiam dużo więcej od niego - praktycznie utrzymuję dom, to również miało znaczenie, inny fakt, po naszym pierwszym kryzysie, koniecznie chciałam drugiego dziecka, on nie chciał, zresztą do dziś ma mi to za złe, choć drugą córkę kocha i jest do niej przywiązany, to nie pierwsze odejście, zdarzyło się to już przed trzema laty, wtedy wyprowadził się z domu, jednak wrócił, teraz twierdzi, że był to błąd, jesteśmy małżeństwem od 10 lat, wtedy wystąpiły podobne czynniki- przynajmniej częściowo - również po urodzeniu pierwszej córki stale była wśród nas moja matka - nie mieliśmy własnego życia, ani domu; trudności ze zrobieniem "jedynki", po tym jak powiedział, że odchodzi wpadłam w histerię, otępienie na przemian z próbami ratowania małżeństwa, teraz przystałam na jego warunki - częściowo, gdyż on wie, że nikogo nie szukam i nie potrafię szukać, poza tym znoszę z ogromnym bólem jego kontakty z przyjaciółką - lekarzem z tego samego szpitala,
nie wiem jeszcze co powinnam napisać......